O autorze
Ciągle młody i ambinty dziennikarz, zakręcony totalnie w piłkę ręczną. O szczypiorniaku piszący od 2006 roku. Obecnie publikujący na łamach stron Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej oraz miesięczniku Handball Polska. Oprócz sportu interesuje się filmem, muzyką polityką. Największą pasją jest podróżowanie i zwiedzanie... oczywiście hal sportowych.

Horror w Saragossie, Orzechowski bohaterem!

Reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych, po emocjonującym meczu wygrała 25-24 z zespołem Serbii. Tym samym podopieczni Michaela Bieglera zrewanżowali się zespołowi z Bałkanów za porażkę na ubiegłorocznych mistrzostwach Europy oraz remis w kwalifikacjach do Igrzysk Olimpijskich.

Ściana Stanić
Pierwsza część zdecydowanie należała do zespołu z Bałkanów, którego główną siłą napędową w ataku był Momir Ilić. Natomiast w bramce brylował Darko Stanić, powstrzymując raz po raz biało-czerwonych. Co ciekawe serbski zawodnik zdecydowanie lepiej sobie radził z rzutami etatowych kadrowiczów niż tych, którzy są w grze krócej. Po 30 minutach Serbski bramkarz miał na swoim koncie 11 efektownych obron. Polscy bramkarze w tym czasie odbili jedynie cztery piłki. Polacy także odcięli od gry największą gwiazdę Serbii – Momira Ilića. Skutkowało to tym, że drużyna wicemistrzów Europy wyglądała jakby nagle im odcięto prąd. Pozwoliło to Polakom na odrobienie częściowych strat przed zejściem do szatni.

Emocje jak zawsze
W drugiej części spotkania był taki standard, do którego Polacy przyzwyczaili już swoich kibiców. Biało-czerwoni doprowadzili do remisu i zapowiadała się końcówka, która zwiastowała wiele emocji. Oczywiście ich nie brakowało do samego końca. Bohaterami ostatniej akcji zostali po równo Sławomir Szmal oraz Robert Orzechowski, który trzy sekundy przed końcową syreną pokonał Darko Stanica i dał Polakom zwycięstwo. Była to piękna reklama piłki ręcznej w naszym kraju. Chociaż możemy żałować tylko, że TVP nie przedłużyła trochę studia pomeczowego i nie dała się widzom nacieszyć z tej wygranej.

Najmocniejszy: kontratak
Bardzo ciekawą statystyką jest to, że najsilniejszą nasza stroną w tym spotkaniu był kontratak. Za kadencji Bogdana Wenty zawsze był to problem. Nie zawsze wychodziło to tak jakby chcieli sami zawodnicy i kibice. W meczu zarówno z Serbią oraz Słowenią ten element gry funkcjonował bardzo dobrze. Wydaje się, że nasi reprezentanci pod wodzą Michaela Bieglera pracowali nad tym elementem gry. Cieszy to bardzo, a jeszcze bardziej postęp, który widać.

Okiem ekspertów
- W ważnym momencie obudził się Szmal w bramce (co za parada na koniec!), no i Robert Orzechowski - muszę się przyznać, nie wierzyłem w niego, dla mnie on na prawym skrzydle był najmniejszym złem z możliwych, bo tak naprawdę nie mamy prawego skrzydłowego klasy reprezentacyjnej. Dzisiaj Robert zagrał kapitalnie i to nie tylko przez to ze trafił ten ostatni rzut (Wieeeeeelbłąd Stanicia przy okazji), ale cały mecz grał bardzo dobrze. Nie popadłbym jednak w hurraoptymizm, to nie był dobry mecz w naszym wykonaniu, ale na szczęście zwycięski – ocenia mecz Dominik Masierak, dziennikarz Gazety Wyborczej

W podobnym tonie wypowiada się Chrstian Stein, redaktor naczelny handball-world.com – Przełomowym momentem było ten, w którym Bartosz Jurecki zaczął stawać na linii siedmiu metrów. Jestem także pod wrażeniem gry Roberta Orzechowskiego, który rozegrał bardzo dobre zawody. Mankamentem waszego zespołu jest gra rozgrywających, którzy popełnili sporo błędów. Mimo wszystko dobrze się wszystko skończyło dla waszej drużyny.
Trwa ładowanie komentarzy...